Siedziałam samotnie na polanie wpatrzona w księżyc. Z krzaków bezszelestnie wyłoniła się czarna kotka. Skinęłam jej na powitanie.
- Jak się czują wszyscy?
- Większość ma głębokie rany, ale powoli wracają do zdrowia.
- Na szczęście dziś nie straciliśmy ani jednego wojownika. Jesteś utalentowanym medykiem Nocny Listku.
Kociczka cicho mruknęła.
- Nie pokoi mnie dzisiejsza klęska. Odkąd jestem przywódczynią Klanu Księżyca, jeszcze nigdy nie przegrał na swoim własnym terytorium. Nastały ciężkie czasy. Pora Opadających Liści zapasem, a mamy mniej kociąt niż zwykle. Klan potrzebuje wojowników by przetrwać.
- Ależ rok dopiero się zaczął! Jeszcze wiele kociąt może przyjść na świat!
- Być może...Ale szkolenie ich, zajmie sporo czasu. Jeżeli mamy obronić nasze tereny musimy mieć więcej wojowników jak najszybciej.
- Prosisz Gwiezdny Klan o rozwiązanie?
- Od czasu do czasu potrzebujemy rady przodków. Czy Gwiezdni przemówili już do ciebie?
- Nie. Od kilku księżyców nie.
Nagle pojawiła się spadająca gwiazda. Ogon medyczki zadrgał, futerko na grzbiecie jej się zjeżyło. Po chwili Nocny Listek odwróciła się do mnie.
- To wiadomość od Gwiezdnego Klanu! Tylko Woda może nas uratować.
- Woda? Ależ woda jest niebezpieczna. Jak może nas uratować?
- Tego nie wiem. Ale właśnie taką wiadomość chciał mi przekazać Gwiezdny Klan.
- Nocny Listku jeszcze nigdy się nie pomyliłaś. Jeśli Gwiezdny Klan tak mówi, to tak musi być. Woda nas uratuje.
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz